Ptysie, lego i Kniaź Jóźwik, czyli relacja z konferencji CREATIVE VIBES.


Dr Jolanta Bieńkowska będąca opiekunem Koła Kreatywności Biznesowej Bizaktywne działającego przy Wydziale Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego z całą pewnością może być dumna z siebie i swoich podopiecznych. Po 11 miesiącach ciężkiej pracy udało im się zorganizować świetną konferencję na temat kreatywności. Było inspirująco, merytorycznie i to, co ERDAD lubi najbardziej – bardzo growo.

Pierwszy dzień stał pod znakiem prelekcji i paneli dyskusyjnych. Sam początek obfitował zaś w przykłady kreatywnych akcji, jakie odbywają się obecnie w Łodzi. Następnie konferencja rozdzieliła się na dwa tematyczne obszary – kreatywności w edukacji i biznesie. Ja ze swoim wystąpieniem Potęga nauki przez doświadczenie na przykładzie gier symulacyjnych znalazłem się w pierwszym panelu. Choć obecnie bliżej mi do świata biznesu, to okazało się jednak, że świetnie czułem się też w gronie studentów i wykładowców rozprawiających o kondycji dzisiejszego szkolnictwa wyższego (ciągnie wilka do lasu).

Po przerwie na lunch (ptysie nadziewane posiekanymi pieczarkami okazały się moim faworytem) przeniosłem się w kreatywny świat biznesu. Panel od razu rozpoczął się z wysokiego C. C jak crowd, crowdsourcing, crowdfunding i CSR o jakich opowiadał Bartosz Malinowski. Było niezwykle inspirująco, a do tego gdy rozmawiałem później z Bartkiem i dowiedziałem się, że napisał na ten temat książkę, byłem już całkowicie zmobilizowany do działania. Kolejne wystąpienia był bardzo różnorodne (np. o wywiadach ze znanymi ludźmi sukcesu czy o nieszablonowych sposobach rekrutacji). Żal było, że pierwszy dzień konferencji dobiega końca. Na szczęście wieczorem było Afterparty, na którym można było kontynuować kreatywne dyskusje. Do tego miejsce, w jakim odbyło się spotkanie było niezwykle intrygujące (poniżej jego zdjęcie).

Łącznik

Nie, to nie krakowski Kazimierz. To Łącznik – fajne miejsce na imprezy kulturalne w byłej fabryce. Na Afterparty było sympatycznie, jazzowo i smacznie (znalazły się i moje ulubione ptysie, a jakże).

Drugi dzień to już esencja kreatywności, czyli warsztaty. Jako uczestnik pojawiłem się na dwóch z nich:

  • proGRAmowanie efektywności Mikołaja Sobocińskiego oraz
  • LEGO ERGO SUM Jacka Suligi.

Mikołaja znam z Polskiego Towarzystwa Badania Gier, którego jesteśmy członkami, więc wiedziałem, że mogę spodziewać się bardzo merytorycznej, ale i twórczej pracy. Nie zawiodłem się. Tworzenie zgamifikowanego systemu motywacyjnego dla pracowników restauracji serwującej GRYczane placki (pisownia oryginalna) było inspirującym doświadczeniem. Na dodatek na koniec dostaliśmy niespodziewane nagrody w formie czekoladowych krążków Milki. W sumie mogłem się tego spodziewać, w końcu warsztat dotyczył gamifikacji, a to jeden z elementów, jaki ona wykorzystuje (niespodziewane nagrody, a nie ciastka).

Tematyka warsztatu Jacka była zaś tym, co mnie szczególnie interesuje. Znam potencjał, jaki tkwi w grach wykorzystujących klocki Lego (są do tego przygotowane specjalne wydania dla trenerów), więc mogłem być pewny, że nie o samą zabawę tu chodzi. Ponownie przeczucie mnie nie zawiodło. W parze z Mikołajem Sobocińskim udało nam się (nie bez drobnych przeszkód) stworzyć urządzenie do pomiaru odległości. Gdybym mógł je wykorzystać do obliczenia, jak daleko jestem od opracowania autorskiej gry wykorzystującej Lego z pewnością pokazałoby, że jestem bardzo blisko tej wizji.

Trzeci warsztat, na jakim byłem nosił tytuł Tworzenie koncepcji gier symulacyjnych, jako przykład metodycznej kreatywności. Nie mogłem go pominąć, ponieważ to ja go prowadziłem. Pod moim czujnym okiem trzem kilkuosobowym zespołom w ciągu kilku godzin udało się opracować całkiem fajne koncepcje gier symulacyjnych:

  • Gra planszowa ucząca w jaki sposób prowadzić projekt tworzenia gry miejskiej,
  • Gra typu role-playing przeznaczona do wdrażania młodych leśników do zawodu posiadającą średniowieczną fabułę (gajowy pracujący dla Kniazia Jóźwika)
  • Gra w formie aplikacji mobilnej dotycząca zarządzania czasem w narracji kosmicznej (gracz, jako astronauta).

Wszystkie trzy koncepcje, były naprawdę solidnie przygotowane. Dość powiedzieć, że pierwsza z nich ma być podobno kontynuowana na GAMEDECu, co z pewnością jest dla mnie ogromną nagrodą.

Dzień drugi konferencji szybko dobiegł końca. Mimo braku ptysi podczas drugiego dnia uważam wyjazd do Łodzi za niezwykle udany. Trzymam kciuki za przyszłoroczną konferencję (ma być już międzynarodowa) i liczę na to, że znów będę mógł na niej wystąpić i w kreatywny sposób mówić o grach.

P.S. Poniżej krótki film ukazujący to, co spotkałem na swojej drodze idąc na Afterparty. Choć nie znalazłem dwóch garnców złota i tak uznałem to za dobrą wróżbę.