Pokaż mi swoje CV, a powiem Ci jak się rozwijałeś, czyli o moim zawodowym rachunku sumienia


Minęły prawie trzy lata od momentu, w którym wysłałem swoje ostatnie CV, by wziąć udział w procesie rekrutacji. Pomimo, że przez ten czas nie pracowałem tylko w jednym „miejscu”, po prostu nie miałem takiej potrzeby. Jednak parę tygodni temu nadarzyła się okazja by zaktualizować swój życiorys. Nie była ona, co prawda związana z rozmową rekrutacyjną, ale z rozmową o współpracy (w końcu prowadzę firmę, więc szukam możliwości współpracy z innymi podmiotami, a nie pracy u nich), niemniej sytuacja ta skłoniła mnie do pewnych przemyśleń i refleksji.

 

CV_2008  CV_2015

Moje CV z 2008 r. i z 2015 r.

By zachować schludną i przejrzystą formę, nie rezygnując przy tym z merytorycznej kwintesencji, życiorys nie powinien przekraczać dwóch stron A4. Kiedyś standardem była jedna strona (wiem, że to podejście pokutuje jeszcze w wielu firmach i instytucjach), jednak, jaką czcionką i przy zachowaniu, jak małych marginesów należałoby operować by zmieścić wszystkie kluczowe informacje (zwłaszcza, gdy pracuje się w sposób projektowy)? Rzecz jasna na początku swojej kariery zawodowej zapełnienie, choć i tej jednej kartki było dla mnie prawdziwą sztuką i wyzwaniem. Teraz natomiast nadszedł w moim życiu taki etap, w którym zmuszony jestem usuwać starsze pozycje z części „doświadczenie”, by zrobić miejsce nowym. I właśnie przy okazji ostatniej aktualizacji mojego CV naszła mnie pewnego rodzaju nostalgia.

Stało się tak, ponieważ wykreśliłem ze swojego życiorysu pozycję, która jeszcze 5 lat temu była jego mocnym punktem. Ba! Była prawdziwą perłą w koronie mojego Curriculum Vitae. Była to moja pierwsza poważna praca, do tego ściśle związana z moim wykształceniem (jestem chodzącym przykładem tego, że po socjologii można pracować w zawodzie, a nie tylko smażyć frytki w McDonaldzie). Praca była ciężka, słabo płatna i stresująca. Traktuję ją jednak, jako frycowe, które każdy na początku swojej kariery zawodowej musi zapłacić by pójść dalej. Dodatkowo dużo jej zawdzięczam. Powiedziała mi sporo o tym, jakim jestem podwładnym, kolegą z pracy czy przełożonym. I choć obecnie darzę ją dużym sentymentem, uczucie to nie może mi towarzyszyć podczas aktualizacji mojego CV. Staram się iść cały czas do przodu i podnosić sobie poprzeczkę, a nie przeskakiwać poziom, który od dawna jest dla mnie normą. W związku z tym, ta pierwsza praca musiała w końcu wypaść, zwłaszcza, że już nie przystawała do tego, co robię obecnie.

Usunięcie mojego byłego zawodowego crème de la crème z CV było symbolicznym aktem pożegnania się z przeszłością i skierowania wzroku do przodu. To, kim teraz jestem, jako Mężczyzna Pracujący, który żadnej pracy się nie boi (w granicach rozsądku of course), jest wypadkową wszystkiego, co robiłem w życiu i to się nie zmieni. Jednak by móc się rozwijać musiałem odciąć tą pępowinę.

Na koniec rada dla wszystkich tych, którzy są na początku swojej zawodowej kariery – dawajcie z siebie wszystko niezależnie, co robicie, ale pamiętajcie, że kiedyś przyjdzie taki dzień, że nawet dla Was samych nie będzie to nic znaczącego. W końcu wszystko jest jeszcze przed nami ;)

 

P.S. Nie spotkałem się jeszcze z wytycznymi odnośnie preferowanej długości profilu na LinkedIn, więc jest to portal, w którym mogę do woli zapełniać swoje zawodowe portfolio.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *